redakcja | kontakt | prenumerata | reklama | Jestes niezalogowany  |  ZALOGUJ  

AKTUALNOSCI
ARTYKUŁY
BLOGI
ENCYKLOPEDIA
FORUM
GALERIA
KALENDARZ
KONKURSY
LINKI
RANKING
SYLWETKI
WYNIKI
ZDJĘCIA
Przeczytano: 1464 razy (od 2008-10-11)

 ARTYKUŁ 
Srednia ocen:0/0

Twoja ocena:brak


Będzin 2000
Autor: Mirosław Szraucner
Data : 2001-01-01

W ostatni weekend zawodnicy z naszego klubu trochę się po Polsce porozjeżdżali. Startowali w Bydlinie, Warszawie dwa razy, Będzinie i gdzieś koło Olkusza. W Warszawie na Woli na 5km trzecie miejsce wywalczył w swojej kategorii wiekowej Kaziu Kordziński, a drugie miejsce w kat. wiekowej na 5km, ale w Będzinie zajął Mirosław Szraucner.


Do Będzina pojechaliśmy tylko jednym samochodem, a więc pięć osób. Prezes który debiutował na tak krótkim dystansie, ja jako kierowca, który jechałem tam po raz trzeci i trasę znałem bardzo dobrze. Następne osoby to sama młodzież: syn Prezesa Łukasz, Irmina Włoch i jej brat Mariusz.


Biuro zawodów jak zawsze tam bywało skromne, zawodników garstka, za to wpisowe jak na półmaratonie ale dla osłody Snickers. Trochę czekania w kolejce na zapisy, później czekanie na start młodzieży, której wystartowała garstka i liczymy miejsca naszych. Irmina szósta, Łukasz siódmy oczywiście wśród chłopców i Mariusz tuż za nim tzn. ósmy.


Co mnie już zaskoczyło (a muszę się przyznać, że startując na Śląsku do wielu złych rzeczy zdążyłem się już przyzwyczaić) było zrobienie leja nie za linią mety, ale 20 metrów przed. To chyba taka nowość - aby zawodnicy słaniający się ze zmęczenia po przebiegnięciu aż 5km nie mieli problemów z trafieniem na metę, a ci co będą się ścigać mają po prostu pecha.


Wiele razy już startowałem w podobnych biegach i nigdy nie zwracałem uwagi na organizację gdyż po prostu potrzebowałem startów i to krótkich, a więc przyjeżdżałem startowałem i wyjeżdżałem. Ale już chyba czasy “odpierdziulania” fuchy minęły i wolałbym jechać do Warszawy 300km niż do Będzina, gdzie nagrody poszły "do żyda". Ale po kolei. Starty w zimie czy na wiosnę w Sosnowcu, Siemianowicach, Dąbrowie Górniczej i innych miastach to jedna wielka kupa bałaganu i odwalania normy. Bo jak ma bieg być, to niech będzie. Jeszcze nikt na łamach internetu nie obnażył słabych stron tych biegów. Zrobię to ja. W Będzinie biega się po prostu na wyczucie, bo nikt trasy nie pilnuje. Na szczęście głównej drogi nie pokonuje się w poprzek, tylko przebiega się pod nią, co ułatwiło organizatorom pracę.


Na trasie oznaczenie kilometrów to marzenie, a przecież ten bieg odbywa się tam co roku, a więc wyznaczenie ich byłoby pracą raz na sto lat.


To wszystko nic. Na mecie dowiedzenie się który byłem lub byłam, to też marzenie - najlepszym sposobem to wykradnięcie organizatorom wyników i zerknięcie na listy startowe do których dopisane są też wyniki. Na ostateczne wyniki też nie warto patrzeć, tylko na miejsca. Bo bieg kończyłem z czasem 18:19s., a w wynikach miałem 19:10s. Na szczęście miejsce się zgadzało, byłem drugi. Wtedy warto było sprawdzić w regulaminie co też organizatorzy przewidzieli dla zwycięzców za nagrody.


Napisane było jak "wół", że za miejsca od 1 do 3 w kategoriach wiekowych wręczane będą nagrody rzeczowe. Mi to już śmierdziało, bo wśród wystawionych nagród, tzn. samych pucharów dla zwycięzców poszczególnych biegów, nie było widać innych nagród. I tak się rzecz miała, podczas nagradzania zawodników. Nie wiem czy tych niesmacznych uśmiechów, wstydu i zażenowania na twarzach nagradzanych zawodników nie widzieli organizatorzy czy też widzieć nie chcieli. Chyba to drugie. Bo po cóż młodzieży było szarpać się i walczyć do upadłego jak nagrodę odbierał tylko pierwszy, oczywiście drugi i trzeci też otrzymywali nagrody rzeczowe w postaci dyplomu, ale daleko mu do dyplomu w innych biegach, a wspomnę chociażby o dyplomie w Lublińcu. ¯ona jednego z najstarszych zawodników biegających w Polsce Kazimierza Wojtkowiaka, widząc jaki dyplom otrzymał on w Lublińcu, powiedziała mu, że ten dyplom możesz sobie powiesić na ścianie. To znaczy, że przez te wszystkie lata biegania, ten dopiero zasłużył na to wyróżnienie.


Wracając do Będzina, to na mecie musiałem uświadamiać Stasia Małka z Praszki, że który był to on się nie dowie, a czasu jak sobie nie złapał to też nie będzie znał. Reasumując: kicha i jeszcze raz kicha.


Podobnie rzecz się ma w innych biegach pomijając takie imprezy jak: Jaworzno, Knurów, Tychy, Myslowice, Bielsko-Biała i inne markowe imprezy, ale koło nich jest jeszcze wiele imprez, które tylko są cieniem organizacyjnym tych dużych. Szczególnym upodobaniem chały i kiczowatości objęte są biegi o "Paterę Trybuny Śląskej", organizacja tam to już zgroza.


Na jednym z tych biegów czekając bez końca na start (organizatorzy sami nie wiedzieli o której on będzie) sami postanowiliśmy się pościgać, a że było nas trzech było o co walczyć. Nasz bieg inni biegacze przyjęli z lekkim szokiem - że jak tak można !!! To co u nich widziałem, to totalny brak poczucia humoru i odpowiedzialności dla swoich rodzin. Jak mówię żonie, że wrócę o tej i o tej, to wracam, a nie siedzę w lesie pięć godzin i czekam na kretyński start. Który będę, to marzenie "ściętej głowy".


Tak jest podobnie gdzie indziej. Dlatego też podjęliśmy z klubem decyzję o rozpoczęciu zimą cyklu startów pod nazwą: "Zimowy Maraton na raty". Po co mamy jeździć na kiczowate biegi, jak sami się pościgamy w swoim gronie, chętnych zapraszamy. Trasa wymierzona co do metra, miejsca i czasy będą na PEWNO policzone i na PEWNO będą nagrody. Może skromne ale będą.


Może się trochę wkurzyłem, ale jak jeszcze sobie przypomnę, co dzieje się na spotkaniach dorocznych w siedzibie Śląskiego Okręgu Lekkiej Atletyki, to o zgrozo. Ale przyjedźcie do Spały to wszystkim chętnym wyłuszczę o czym się tam debatuje - to jest jak zebrania Plenum KC i gorzej.


Jeszcze tylko mały aneks, do biegu w Bydlinie. Wielu zawodników widziało tam organizację chyba nawet gorszą jak w Będzinie. Wielu też zawodników (miejscowych), korzystało z innego środka lokomocji jakim może być w biegu para nóg, najczęściej były to rowery. I na uwagę jednego z zawodników oraz złożony protest, sędzina tak odpowiedziała:

- Marian!!! Podjeżdżałeś rowerem?

- Nie!

- No widzi Pan, on nie podjeżdżał.


Bieg adekwatny do nazwy miejscowości!!!


P.S. Jedno co jest w Będzinie ładne to trasa, do łatwych też nie należy i może też za rok do Będzina znów pojadę. Ale pojadę tam chyba bardziej po to, aby sprawdzić czy lej jest za metą czy przed metą, to mnie najbardziej ciekawi, co myśleli organizatorzy tak go umieszczając ????????????????????? Chyba że w Opolu będzie reaktywowany piękny Bieg Niepodległości na 15km.


Jak Michał nie obejmie tekstu cenzurą, to niech idzie na łamy internetu cały
(przyp. co i czynię – Michał !)


Mirosław Szraucner



Komentarze czytelników - brakskomentuj materiał




Serwis internetowy EUROCALENDAR.INFO
post@eurocalendar.info, tel.kom.: 0512362174
Zalecana rozdzielczosc: 1024x768