redakcja | kontakt | prenumerata | reklama | Jestes niezalogowany  |  ZALOGUJ  

AKTUALNOSCI
ARTYKUŁY
BLOGI
ENCYKLOPEDIA
FORUM
GALERIA
KALENDARZ
KONKURSY
LINKI
RANKING
SYLWETKI
WYNIKI
ZDJĘCIA
W.Brytania, 06 sierpnia 2017, 09:24, 769/126262
GrandF
Łukasz
Panfil
MŚ w Londynie - Farah, Bolt, Gatlin, czyli kalejdoskop emocji

LINK 1: STRONA INTERNETOWA MISTRZOSTW
LINK 2: ARCHIWUM: ZAGRANICA - W.BRYTANIA



      

Komplet publiczności na trybunach, emocjonalnie reagujący kibice, największe gwiazdy światowej lekkiej atletyki na płycie stadionu, niespodzianki, wielkie triumfy i kontrowersje – mistrzostwa świata w Londynie!

Już pierwszy wieczór na Stadionie Olimpijskim przyniósł ogromne emocje za sprawą finalistów biegu na 10000m. 24-osobowa stawka składała się w ponad 90% z zawodników afrykańskich, z których część co prawda reprezentowała inne nacje, ale ich rodowód miał wspólny mianownik – Afrykę. Faworytem mógł być tylko Mo Farah.

Wszelkie przesłanki, zarówno te wynikające ze studiowania statystyk, z dotychczasowych osiągnięć i aktualnej dyspozycji mówiły, że nie może być inaczej. Farah oprócz niebywałej skuteczności mimo 34 lat zaskakuje dyspozycją i przebiegiem sportowej drogi. Przed trzema laty wydawało się, że obiera maratoński kierunek. Debiut w 2:08:21 co prawda nie powalił na kolana, ale wydawało się, że przebudowa treningu zamknie Farahowi stadionową skuteczność.

Tymczasem rok po pierwszym maratonie Mo zbliżył się do własnego rekordu Europy w biegu na 1500m osiągając 3:28.93! W ubiegłym sezonie przed igrzyskami olimpijskimi w Rio zdobył brąz MŚ w półmaratonie, a pomiędzy jedną, a drugą imprezą poprawił 34-letni rekord Wielkiej Brytanii Dave’a Moorcrofta w biegu na 3000m.

Wydawało się, że jedyną bronią dającą cień nadziei na pokonanie Brytyjczyka mogło być nadzwyczajne tempo od pierwszych metrów rywalizacji. I tak faktycznie przez moment było. Kenijsko – ugandyjska koalicja po pierwszym okrążeniu zanotowała międzyczas na poziomie 61 sekund. Jednak po dwóch kolejnych „kołach” w 64 i 67sekund było jasne, że nikt nie jest w stanie dalej forsować kosmicznego tempa (średnia z rekordu świata Bekele 63.1/400m)

Farah biegł z tyłu stawki, pilnując jednak pierwszej, początkowo bardzo licznej grupy. Bawił się wyśmienicie. Uśmiech, gesty zachęcające publiczność do żywiołowego dopingu, mogły zostać uznane za nonszalancję, ale on przecież był u siebie i zapewne chciał, aby ten ostatni bieg po mistrzostwo świata w biegu na 10000m został zapamiętany. I zapewne tak będzie ze względu na sytuację, która miała miejsce na około 350m przed metą.

W ferworze walki, po przepychance z reprezentantem Kenii, Farah stracił równowagę i stąpnął poza wewnętrzną krawędź bieżni. Wydawało się, że decyzja sędziów może być tylko jedna – dyskwalifikacja. W świetle przepisów jest to skrócenie dystansu. W praktyce utrata równowagi i wybicie z rytmu zapewne zawodnikowi nie pomogły, ale po to są przepisy żeby je respektować.

Podobna sytuacja przytrafiła się Marcinowi Lewandowskiemu podczas Halowych Mistrzostw Świata w Sopocie, kiedy na ostatnim wirażu również postawił stopę poza bieżnią. Po zaciętym finiszu z Brytyjczykiem Andrew Osagiem Lewandowski minął metę na trzeciej pozycji.

Natychmiastowo kierownik ekipy brytyjskiej chciał złożyć protest, ale... został odesłany z niczym, dlatego że protestu składać nie musiał. Decyzją sędziów Marcin został zdyskwalifikowany. W takim momencie serca kibiców pękają, ale przepis jest przepisem. Dlaczego nie zastosowano go wobec Mo Faraha? Nie wiadomo. Wiadomo jednak, że zawód publiczności byłby gigantyczny. Tak czy inaczej Farah jest wielki. Druga piątka w 13:16, ostatni kilometr w 2:29, drugi wynik w karierze i triumf w najmocniejszym finale pod względem średniej uzyskanych wyników w historii mistrzostw świata. Szybszym złotym medalistą był tylko w Berlinie 8 lat temu Kenenisa Bekele (26:46.31). W Londynie aż 7 zawodników uporało się z barierą 27 minut. Mo ma już na koncie 6 tytułów mistrza świata (po 3 w biegach na 5000 i 10000m). Szansa, aby dorzucić kolejny pojawi się w 12 sierpnia wieczorem, oczywiście po uprzednim przebrnięciu eliminacji biegu na 5000m, ale co do tego chyba nikt nie ma wątpliwości.

W sobotni wieczór cały sportowy świat czekał na jedno wydarzenie – finał męskiej stumetrówki. Zanim to jednak nastąpiło rozegrany został m.in. ciekawy konkurs finałowy skoku w dal. Co prawda odeszły w zapomnienie czasy kiedy Carl Lewis, Mike Powell, czy Ivan Pedroso potrafili skakać osiem i pół metra tyłem, w klapkach i po ciemku, to jednak poziom konkursu był co najmniej przyzwoity, a w niektórych aspektach nawet rekordowy. Jeszcze nigdy w historii mistrzostw świata ósmy zawodnik nie lądował tak daleko. Szwed Michel Torneus, halowy mistrz Europy z Pragi 2015 uzyskał 8.18m!

Na poprzednich mistrzostwach świata dokładnie taki rezultat dawał brązowy medal. We wczorajszym finale 10 zawodników przekroczyło barierę 8 metrów. Więcej „ośmiometrowców” było tylko podczas mistrzostw świata w Rzymie ‘87 (12), a również dziesięciu w Dageu przed sześcioma laty. Na londyńskim podium stanęło dwóch reprezentantów RPA – złoty Luvo Manyonga (8.48) i brązowy Ruswahl Samaai (8.32). Rozdzielił ich reprezentant USA, Jarrion Lawson (8.44)

W finale rzutu dyskiem mieliśmy nasz eksportowy duet złożony z Piotra Małachowskiego i Roberta Urbanka. Odpowiednio, złoty i brązowy medalista ostatnich mistrzostw świata zajęli tym razem 5 i 7 miejsce. Do chłopaków nie można mieć pretensji, bo zrobili wszystko co było w ich mocy. Małachowski, którego od początku roku trapiły kłopoty zdrowotne, na 11 konkursów poprzedzających mistrzostwa świata tylko 4 kończył rezultatem powyżej 65 metrów.

Nieco lepiej było na mitingu w Cetniewie przed dwoma tygodniami (67.68), ale nawet taka odległość nie dałaby tym razem medalu. Konkurs stał na wysokim poziomie – aby myśleć o najniższym stopniu podium, trzeba było rzucać powyżej 68 metrów. Urbanek we wczorajszym finale rzucił 64.15. Średnia z 13 konkursów, w których brał udział przed mistrzostwami świata to 63.96, zatem wykonał zadanie na swoim tegorocznym poziomie. Zupełnie niespodziewanym zwycięzcą został Litwin Andrius Gudzius. Dziś okrzyknięty następcą Virgiliusa Alekny, jeszcze przed rokiem rzucał 4 metry krócej. Najlepsze 10 wyników w karierze uzyskał w tym roku, a ich średnia jest już imponująca – 67.63

Najbardziej elektryzujące wydarzenie wieczoru, jeżeli nie całych mistrzostw – 100 metrów mężczyzn wzbudziło wielkie i skrajne emocje jeszcze przed samym startem. Gdyby w decybelach mierzyć skalę wrzawy na trybunach, pewnie największą wartość miałaby przy pojawieniu się na bieżni Reece Prescoda z tytułu bycia Brytyjczykiem i Usaina Bolta z tytułu bycia największą gwiazdą lekkiej atletyki ostatniej dekady, półwiecza lub w historii w ogóle.

Sześćdziesiąt tysięcy kibiców grzmiało jednym głosem w przypadku siedmiu finalistów. Nagle jednak dźwięk dochodzący z trybun zmienił się diametralnie. Przestało być miło. O kibicach świadczy to tyle, że społecznością lekkoatletyczną są wyedukowaną, bo wiedzieli kto pojawił się na stadionie. O niemile przyjętym gościu świadczy to jednoznacznie. Wycie i buczenie było sygnałem, że w blokach stanął Justin Gatlin. Człowiek podobno bardzo miły, otwarty i przyjacielski. Nikt mu jednak nie może zapomnieć wpadek dopingowych z 2001 i 2006 roku.

Za pierwszym razem wykpił się sprawnie tłumacząc, że wykryta w organizmie amfetamina przyjmowana była w lekach na trapiące go ADHD. W drugim przypadku znacznie przekroczone normy testosteronu miały go wykluczyć ze sportu dożywotnio. Zastosowano jednak 8-letni zakaz startów skrócony ostatecznie o połowę ze względu na podjęcie współpracy z WADA. Gatlin wrócił jeszcze silniejszy i szybszy. Okazało się wczoraj, że najszybszy na świecie. W wieku 35 lat został mistrzem świata.

Mimo, że dostał niewdzięczny, ósmy tor, dzielący go od zewnętrznej krawędzi bieżni tylko wspomnianym Reece Prescodem, minął metę jako pierwszy. Bolt został w blokach, zbierał się długo i wydawało się w końcówce, że ma szansę wygrać, ale ostatecznie wystarczyło do brązowego medalu. Srebro przypadło młodziutkiemu 21-latkowi z USA, Christianowi Colemanowi, który zdawał się być zszokowany pierwszym w życiu sukcesem.

Po ogłoszeniu wyników publiczność nie omieszkała wyrazić swojej dezaprobaty. Justin chyba lekko podenerwowany próbował nawet uciszyć 60 tysięcy ludzi, ale Ci z „buczenia” przeszli do skandowania „Usain Bolt”. Historia 7-letnich występów Gatlina po powrocie z dopingowej banicji to swoista pokuta – zawsze w cieniu Bolta, a kiedy już udało mu się z tego cienia wyjść, świat i tak kocha Usaina.

Wyniki stumetrówki pozostawiają jednak spory niedosyt – 9.92, 9.94 i 9.95. Nie był to jednak najwolniejszy finał w XXI wieku. 6 lat temu w Dageu tylko Yohan Blake uporał się z barierą 10 sekund, w 2005 roku uczynił to tylko Gatlin, a 14 lat temu do tytułu mistrza świata Kimowi Collinsowi wystarczyło 10.07

Podczas wczorajszej sesji wieczornej rozegrano również finałowy bieg pań na 10000m. Stopnień „porywalności” w stosunku do męskiej dychy ma się w tym przypadku tak, jak siedmiotysięczny odcinek „Mody na sukces” do „Pulp Fiction”. Pierwszy kilometr w 3:30, kolejne – 3:18 i 3:11 i dopiero od czwartego ruszyła aktualna rekordzistka świata Almaz Ayana. Jak już ruszyła, tak została na prowadzeniu miażdżąc ostatecznie 46-sekundową przewagą Tirunesh Dibabę. Ostatecznie Ayana uzyskała bardzo dobre 30:16.32, ale przewidywalność przebiegu zdarzeń od czwartego kilometra, dublowanie 2/3 stawki i zupełny brak przejrzystości rywalizacji spowodowało, że wydarzenie było przeźroczyste na tle innych rozgrywanych w Londynie.

Do finału biegu na 1500m pewnie awansowała Angelika Cichocka, która prezentuje się doskonale. Poziom tej konkurencji już od fazy eliminacyjnej jest bardzo wysoki. Aby przebrnąć pierwszą rundę i Angelika i Sofia Ennaoui musiały pobiec naprawdę szybko. Dziewczyny uzyskały odpowiednio 4:03.27 i 4:03.35. Dla Sofii jest to drugi wynik w karierze. Biegi półfinałowe były tylko nieznacznie wolniejsze. Trochę szczęścia zabrakło Sofii. Do znalezienia się w pierwszej piątce premiowanej awansem do finału zabrakło 22-letniej Polce 7 setnych, a do kwalifikacji czasem tylko 5 setnych sekundy.

Międzyczasy okrążeń i ostatnich 300m:

W biegu na 800m cała trójka naszych zawodników awansowała do półfinału. Świetnie poradził sobie debiutant na międzynarodowej imprezie seniorskiej, brązowy medalista tegorocznych młodzieżowych mistrzostw Europy na 1500m, Michał Rozmys. 22-latek jest odkryciem tego sezonu na szerszą skalę. Jednak już przed rokiem dał o sobie znać świetnymi wynikami na 800 i 1500m. W bieżącym roku został mistrzem Polski w biegu na dwa okrążenia, bijąc przy okazji wynikiem 1:45.80 22-letni rekord mistrzostw należący do Piotra Piekarskiego (1:45.85)

Błysnął również na dłuższym ze średnich dystansów czasem 3:36.37 (7 wynik w historii polskiej LA). W 4 serii londyńskich MŚ zajął drugie miejsce ulegając o 0.01s Emmanuelowi Korirowi z Kenii (w b.r. trzykrotnie poniżej 1:44.00). Adam Kszczot zajął trzecie miejsce premiowane awansem, a Marcin Lewandowski wszedł do rundy półfinałowej czasem (1:46.17)

Również w komplecie eliminacje przebrnęły nasze młociarki. Malwina Kopron posłała młot na najdłuższą odległość (74.97) pierwszej fazy rywalizacji, uzyskując wynik tylko 14cm słabszy od rekordu życiowego. Uczyniła to w pierwszej próbie. Także jedno wejście do koła wystarczyło żeby awansować dalej Anicie Włodarczyk (74.61). Za pierwszym razem rzut o 21 cm dłuższy niż wymagane minimum kwalifikacyjne (71.50) uzyskała trzecia z naszych reprezentantek, Joanna Fiodorow.

Do finału trójskoku zakwalifikowała się Anna Jagaciak Michalska (14.09). Najlepszym wynikiem sezonu do dalszej, drugiej rundy biegu na 100m pań awansowała Ewa Swoboda (11.24 – wyrównany 5 wynik w karierze)

Dziś w walce o medale w pchnięciu kulą zobaczymy Michała Haratyka i Konrada Bukowieckiego. Ten pierwszy uzyskał 3 wynik eliminacji (21.27), Bukowiecki natomiast jako ostatni zakwalifikował się do finału, wypychając z niego zaledwie jednym centymetrem trzeciego z Polaków, Jakuba Szyszkowskiego. O awans do finału powalczą osiemsetmetrowcy, tyczkarze i Krystian Zalewski w biegu na 3000m z przeszkodami. O 15:00 naszego czasu do boju ruszają maratonki z Katarzyną Kowalską i Izabelą Trzaskalską.

Trzymajmy kciuki za naszych!

Komentarze czytelników - 4podyskutuj o tym 
 

Biegam dla z

Autor: Biegam dla zdrowia, 2017-08-11, 15:09 napisał/-a:
Witam, trochę mnie zdziwił brak komentarzy pod artykułem, który między innymi opisuje rywalizację na 100 metrów mężczyzn. Może to taki wyraz dezaprobaty dla zwycięzcy stumetrówki - Gatlina. Jeżeli tak, to w porządku. A jeżeli nie, no to już gorzej...... Bo akurat ja uważam, że zwycięstwo Gatlina, to było najgorsze, co mogło się przytrafić Królowej Sportu, właśnie podczas mistrzostw świata. Dla mnie Gatlin to po prostu KOKS, który nie powinien być dopuszczony do takich zawodów, powiem więcej, który powinien być dożywotnio zdyskwalifikowany, tak jak inni dopingowicze, którym, to udowodniono. To, że nie ma takich przepisów to błąd IAAF i WADA. Opowiadanie o tym, że Gatlin jest TERAZ czysty to bzdura, bo każdy, kto choć trochę się tym interesuje to wie, że organizm Gatlina wszedł na wyższy poziom wydolnościowy, gdy przyjmował niedozwolone środki dopingujące. Jest również udowodnione, że gdy taki osobnik przestaje przyjmować niedozwolone środki i w teorii jest „czysty”, to jego organizm nie cofa się do poziomu sprzed, tylko już na tym poziomie pozostaje. To oznacza, że w późniejszym okresie korzysta z tej nadbudowy, nawet jak już jest "czysty". Dlatego uważam, że obojętnie kto mógł wygrać ten finał, byle nie Gatlin, który jest KOKSEM, w mojej ocenie. Nie napisałem o tym, aby wywołać jakąś burzliwą dyskusję lub jakieś kontrowersje, ale po prostu wyraziłem swój zdanie, w odniesieniu do tematu artykułu i zgodnie z przeznaczeniem forum. A teraz dalej trzymam kciuki za kolejnych polskich finalistów w Londynie i pozdrawiam.

 

Jarek42

Autor: Jarek42, 2017-08-11, 16:58 napisał/-a:
Tak - a Bolt tak sam z siebie biegał.

 

Ryszard N

Autor: Ryszard N, 2017-08-11, 23:36 napisał/-a:
Michale w twojej tezie jest pewna pułapka. Sięgnij pamięciom do tylu i odpowiedz sobie na pytani ilu naszych, złapanych na dopingu i startujących nadal, "podbiło" się na zawsze. Na pierwszym miejscu, na myśl przychodzi mi Kowalczyk.

 

Biegam dla z

Autor: Biegam dla zdrowia, 2017-08-13, 08:30 napisał/-a:
Ja nie twierdzę, że tylko zagraniczni dopingowicze zasługują na banicję, a nasi są w porządku bo odpokutowali za grzech. Napisałem w odniesieniu do Gatlina, bo to jaskrawy przykład i dzieje się to teraz. Może się mylę, ale chyba na tych mistrzostwach nie ma żadnego polskiego dopingowicza. Jestem nawet raczej pewien, że nie ma takiego reprezentanta. Pisząc o dożywotniej dyskwalifikacji, to jest to miara dla wszystkich sportowców, czyli również dotyczy Polaków. Był przypadek Kowalczyk i wszyscy pamiętamy jaki żenujący spektakl zafundowali nam Rio sztangiści.... Niestety w historii polskiego sportu takich przypadków nie brakuje. I niestety to działa w dwie strony. Ja, jak dzisiaj pamiętam jaki rozgoryczony srebrnym medalem był Szymon Kołecki na podium w Pekinie w 2008 roku, a teraz okazuje się, że przegrał z dopingowiczem. No i kto odda mu to z czego został okradziony na oczach całego świata.... I właśnie dlatego uważam, że doping trzeba zwalczać w sposób zdecydowany i dotkliwy dla dopingowicza.

 




Serwis internetowy EUROCALENDAR.INFO
post@eurocalendar.info, tel.kom.: 0512362174
Zalecana rozdzielczosc: 1024x768