redakcja | kontakt | prenumerata | reklama | Jestes niezalogowany  |  ZALOGUJ  

AKTUALNOSCI
ARTYKUŁY
BLOGI
ENCYKLOPEDIA
FORUM
GALERIA
KALENDARZ
KONKURSY
LINKI
RANKING
SYLWETKI
WYNIKI
ZDJĘCIA
  WIZYTÓWKA  GALERIA [71]  PRZYJAC. [87]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
snipster
Pamiętnik internetowy
rozrewolweryzowany rewolwer, stół z powyłamywanymi nogami...

Piotr Łużyński
Urodzony: 1977-05-23
Miejsce zamieszkania: Zielona Góra
336 / 338


2019-12-23

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
perspektywa (czytano: 2151 razy)

 

Kiedyś lubiłem podróże koleją, które kojarzyły mi się zawsze z poznawaniem czegoś nowego, były nadzieją na jakąś przygodę i nie chodzi tu o podteksty seksualne ;)
Jako dzieciak, kiedy trenowałem Strzelectwo sporo się najeździłem PKP. Był czas, że do Wrocka jeździliśmy co dwa-trzy tygodnie na jakiś makroregion, albo MP, a ja zbierałem wszystkie bilety w moim mikroportfelu, w którym poza szkolną legitką rzecz jasna nie było nic innego.

Ostatnio podczas podróży służbowej dumnie nazywaną "delegacją" trochę się zapatrywałem w przeszklony krajobraz i powspominałem to i owo z minionego okresu, przy okazji wspominając jak to było kiedyś, jak jest teraz, zastanawiając się co może być za jakiś czas?
Kiedyś nie zwracałem uwagi na pewne rzeczy, które teraz z zaciekawieniem obserwuję, oraz odwrotnie... pewne rzeczy ciekawią mnie mniej, niż kiedyś.
Ostatnio wracając z Gdańska przez Poznań podróżowałem w niezłym tłoku. Regionalny nabity prawie do tego stopnia, że nie było gdzie palca włożyć. Pół drogi stałem obok jakiś panien, które nawijały o pracy i studiach, za mną inne nawijały oczywiście o ulubionym temacie torebek, a jeszcze dwie inne, które były za mną nawijały o imprezie u jakiegoś jegomościa. W międzyczasie na jakiejś stacji wlazło dwoje rowerzystów z rowerami, które miałem prawie na czole, ale pomieściliśmy się jakoś i było nawet wesoło.
Z łezką w oku wspominam podróż na mój trzeci obóz letni do Giżycka, gdzie nocny pociąg był tak zatłoczony, że wtedy to hoho, dopiero nie było gdzie palca włożyć, a kumpel zasnął na stojąco - takie to były kiedyś ściski, nie to co teraz ;)

anyway...
wspominając podróże zawsze z leniwym wzrokiem wpatrywałem się w krajobraz zastanawiając się kto tam mieszka i co robi, szczególnie na odludziu?
Kiedyś mijając jakieś miejscowości zastanawiałem się, czemu ludzie tam mieszkają, a nie przeprowadzą się do miasta?
W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że tak samo ktoś może mnie postrzegać - co robi tu ten jegomość za tym zielonym płocie? - niejeden kierowca, który mnie widzi, kiedy rano wpadam za płot z dwiema bułkami zapewne o tym rozmyśla?

Jak nic lubię powroty do domu, do znajomych okolic, a od momentu, kiedy biegam... lubię czasem przebiec się znaną sobie ścieżką, którą pokonuje po raz 156 jak mi z radością informuje Strava.

Kiedyś postrzegałem wszystkie takie małe mieściny jako coś osobliwego, że na pewno jest tam smutno (LOL), nijako, jakoś inaczej. Jednak w każdym takim miejscu jest taka mini ojczyzna, gdzie są i drzewa i sklepy, domy z płotami zielonymi jak mój, gdzie również skrzypią drzwi, albo kot patroluje sobie tylko znaną okolicę i miaucząco żebra do napotykanego jegomościa o kawałek szynki w sposób podobny, co mijany przeze mnie kot.
Jest tyle podobieństw, co różnic. Wszystko jest inne, a zarazem podobne na swój sposób. Tylko czas upływa w sposób jednoznaczny w każdy miejscu tak samo.


Kiedyś wpatrywałem się w krajobraz próbując porównywać go do tego, jaki znam z lokalnego "podwórka". Teraz zastanawiam się co może kryć się za wzgórzem, za skrajem lasu, za zakrętem, czy w tamtym Parku równie fajowsko świergolą ptasiory, czy może wiewióry również latają jak w znanym mi jednym miejscu w moim ulubionym lesie?
Już nie porównuje, albo robię to zdecydowanie w innym kontekście, niż kiedyś. Teraz bardziej zastanawiam się, jakby się tam... biegło.

Pamiętam jak w czerwcu jechałem do Szklarskiej i przez ostatnie pół godziny tupałem wręcz butami nie mogąc doczekać się opuszczenia tego pojazdu i doświadczania już ruchu w tych fajnych okolicznościach, które widziałem z daleka przez szybę.

Frajda dotarcia w jakieś miejsce, które się widzi z daleka jest smerfnie pyszna na swój sposób. Nadal jestem dzieciakiem, który jara się takimi prostymi i małymi rzeczami, które w sumie czasem nie są małe i proste, ale nawet jak są, staram się przypominać słynne motto - ciesz się z rzeczy małych, kiedyś mogą okazać się dużymi!

Wdrapując się na Szrenicę, gdzie widzi się Śnieżkę... a po paru godzinach jest się już na jej szczycie wywoływało uśmiech nie tylko w kącikach ust.
Pamiętam jak kiedyś przeglądałem mapę i zawsze ciekawił mnie półwysep, na którego końcu była ostatnia ostoja polskiej ludzkości - Hel. Cyk, kiedyś przebiegłem się z Pucka na Hel i również bardzo mocno to wspominam, szczególnie jak się widzi wykres trasy... jakby się wbiegło w morze, jakby lądu nie było :)
Było sporo innych przeżyć, które czasem sobie wspominam biegnąć po jakiś nieznanych i znanych okolicach.

Jest też sporo specyficznych miejsc, które się pamięta z uwagi na swoją specyfikę. Znam parę takich miejsc, które są wredne, jak i czaderskie, "epickie", czy aż tak nudne, że hipnotyzująco-przyciągające do siebie.
Każdy zapewne zna jakąś górkę, której nienawidzi, ale jednak co jakiś czas wbiega na nią tęskniąc za porywem upojenia efektu zwieńczającego pokonanie jej... albo jakąś ścieżkę, z której rozlewają się smerfne widoczki dookoła, lub po prostu kawałek lasu, przez którego się przebiega i czuje się jak w swoim biegowym domu, gdzie mając swoje biegowe papcie delektuje się otaczającą kołdrą w postaci aury.

Tak... kiedyś latałem na Wzgórza Piastowskie - taki las z górkami na skraju Zielonej Góry - i zawsze przeklinałem dobieg tam, bo było ostro pod górę, oraz niektóre ścieżki, które dawały ostro popalić.
Wprowadzili nam zakaz wkraczania do lasów w ZG i okolicach. Prawie całe lubuskie jest objęte zakazem z powodu ASF i nagle wszystko się zmienia.
Kiedyś przeklinałem te górki, a teraz przeklinam zakazy nie mogąc udać się w te sobie tylko znane rejony.
Bycie skazanym tylko na ulice jest wredne.
Momentami się czuje jak jegomość wśród jakiejś podróży, który ma tylko jakieś substytuty do wyboru.
Nie cierpię być ograniczany.

Nagle moja mała ojczyzna jest jakaś inna, gorsza, momentami nudnawa i taka... nijaka.
Czasem zazdroszczę tym tam innymi, których widywałem zza szyby w pociągu, którzy nie mają ograniczeń, którzy mogą wyskoczyć sobie zza wzgórze, na klify, do lasu, czy pustawej ścieżki.

Kiedyś kierowcy zza kierownicy się wydzierali "spadówa do lasu", a teraz... teraz tylko "kuffa gdzie mi tu wbiega" rzucają ;)


Zbliżają się Święta, więc będzie puściej na ulicach... bo bez biegania chyba nie da rady, sernik sam się nie spali - to jest niezmienne u mnie - miłość do sernika :)



Aloha
pl


Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


jacdzi (2019-12-23,14:04): Ilez nostalgii ... Ja jezdzic pociagiem bardzo lubie do dzis, moins poczytac i piwko wypic. A Karkonosze "My wonderland"!!!
snipster (2019-12-23,14:14): nostalgia... taka pora ;) lubię pociągi, ale czasem jednak nie, zależy od okoliczności i otoczenia ;)
paulo (2019-12-24,08:36): Fajnie to ująłeś o mini ojczyznach. Każdy ją ma, nawet w dużym mieście i w nich toczy się całe nasze życie, smutki i radości. Miłych Świąt
snipster (2019-12-24,09:40): każdy ma swój światek, swoją galaktykę, swoją strefę komfortu i cierpienia ;) Pozdro i Wesołych!
Henryk W. (2019-12-26,14:09): Podróże pociągiem mają swój urok.
snipster (2019-12-26,16:50): podróże pociągiem mają swój urok, podobnie jak bieganie w lesie... no ale... z tym drugim muszę trochę poczekać
zbigniewwalo1 (2019-12-26,21:57): A ja w lesie na treningu przez te lata spotkałem nago opalające się trzy kobiety.
snipster (2019-12-26,22:18): no pięknie :))) ja parę razy "nakryłem" parki w samochodach... las daje tyle możliwości jak widać ;)








Serwis internetowy EUROCALENDAR.INFO
post@eurocalendar.info, tel.kom.: 0512362174
Zalecana rozdzielczosc: 1024x768