redakcja | kontakt | prenumerata | reklama | Jestes niezalogowany  |  ZALOGUJ  

AKTUALNOSCI
ARTYKUŁY
BLOGI
ENCYKLOPEDIA
FORUM
GALERIA
KALENDARZ
KONKURSY
LINKI
RANKING
SYLWETKI
WYNIKI
ZDJĘCIA


Biegi w Szczawnicy 2019, autorka: Karolina Krawczyk

Udziały w mistrzostwach świata są dla mnie bez wątpienia sprawą pierwszorzędną. Radość reprezentowania kraju wśród najlepszych zawodników z całego świata jest nie do opisania. Z takim właśnie nastawieniem jechałem do Portugalii na Trailowe Mistrzostwa Świata 2019. Chciałem się po prostu cieszyć tą chwilą.

Był to już mój piąty start na mistrzostwach, często te same osoby przewijają się na zawodach, obowiązują te same procedury, można popaść już w pewną rutynę. Pewnych rzeczy nie zauważam, jak na swoich pierwszych mistrzostwach, jednakże uczestnictwo w nich nadal cieszy mnie tak samo.

Przed mistrzostwami

Sezon okazał się trudniejszy niż mi się wydawało. Odpocząłem chwilę po Wings For Life i próbowałem ponownie wrócić do swoich prędkości. Trochę topornie to wychodziło, ale pojawiła się nadzieja w ostatnim tygodniu przed wyjazdem. Poczułem luz w nogach i w głowie. Tego mi było trzeba!

Podróż była dosyć długa i męcząca. Poznań – Warszawa – Lizbona – Coimbra. W dniu przylotu już nie miałem siły na nic. Wraz z chłopakami najedliśmy się i poszliśmy spać, bo kolejny dzień zapowiadał się równie intensywnie.

Przygotowanie się do zawodów, ceremonia otwarcia i badania krwi. Na te ostatnie poszedłem wraz z Magdą Łączak. Wyniki otrzymałem już po kilku godzinach i do teraz żałuję, że sprawdziłem je w tamtym momencie. Na pierwszy rzut oka wydały mi się fatalne, więc do końca dnia miałem „doła”. Czułem, że muszę się zmotywować.


Trailowe Mistrzostwa Świata 2019, autor: Pedro Trindade

Ostatnie dwie edycje ukończyłem na wysokim poziomie zajmując odpowiednio miejsce 27. w 2017 r. i 21. w 2018 r., co mogło świadczyć, że z obecną formą pójdzie mi jeszcze lepiej. Jednak przeanalizowałem zawodników, którzy mieli wystartować w tych zawodach, wiedziałem, że nie będzie to takie proste. Jak zwykle znalazłem ok. 70 nazwisk z poziomem sportowym zbliżonym do mojego (na podstawie ITRA). To mnie raczej nie dziwiło. Jedna rzecz, jaka mnie zaskoczyła to pojawienie się zawodników z ostatnich mistrzostw świata, ale w długodystansowym biegu górskim. Automatycznie wiedziałem, że na mojej liście będzie kilka osób więcej. To jeszcze nic, bo największa niespodzianka czekała na mnie dopiero na trasie.

Wiedziałem, że trasa jest technicznie trudna. Nie wiedziałem jednak, na czym ta trudność polega, ale się w to nie zagłębiałem. Porównywałem wyniki z ubiegłych lat i widać było gołym okiem, że nie będzie to przyjemna trasa jak na Prehybie (Biegi w Szczawnicy). Tym bardziej wiedziałem, że powinienem biec asekuracyjnie. Teraz żałuję jednak, że nie pobiegłem mocniej w pierwszej części zawodów. Dlaczego?

Wąsko, jak tu wąsko!

Na starcie było chłodno, a to nie sprzyjało moim zamiarom. Liczyłem na skwar, w którym widziałem swój potencjał taktyczny. Wiele czynników wpływa na wynik końcowy, a pogoda jest jednym z nich. Jak to bywa na takich biegach, czasem zawodnicy przeszacowują swoje możliwości, a temperatura nie wybacza najmniejszych błędów. Liczyłem, że poprzez skradanie się, jak lis będę zbierał „przegrzane trupy”. Myliłem się.

Startowałem z szóstej, może siódmej linii. Przy wąskim i krótkim rozbiegu nie sprzyjało to zajęciu dobrego miejsca. Ja też nie lubię szybko zaczynać, więc po starcie próbując przedostać się do przodu, w pewnym momencie spasowałem, bo czułem, że to nie jest dobre tempo. Biegnąc w takim tłumie nawet nie wiesz, jak szybko mijają kilometry. Po chwili wbiegliśmy w wąską ścieżkę i dopiero wtedy uświadomiłem sobie, jakie trudności na mnie czekają. Przecież to było do przewidzenia... "Ale ja jestem głupi" – pomyślałem.


Trailowe Mistrzostwa Świata 2019, autor: Pedro Trindade

Każdą okazję wykorzystywałem, aby wyprzedzać innych, a to nie było łatwe - wielu zawodników chciało. Dopiero na 7. km dogoniłem Artura Jabłońskiego, mimo iż widziałem go już kilkaset metrów wcześniej. Nie chodzi o to, że trzymał mocniejsze tempo, ale o to, że nie było możliwości przebić się przez tłum biegaczy. Tak samo długo doganiałem Pawła Dybka. W momentach zatoru organizm dostawał mniejsze ‘”baty’’, a nagłe zrywy, aby wyprzedzić kogoś nie były najlepszym, ale po prostu jedynym rozwiązaniem. Kluczem było dobre ustawienie się na starcie i wbiegnięcie na ścieżkę jako jeden z czołowych zawodników, ale to rozwiązanie zmarnowałem już wchodząc do boksu startowego.

Teraz wiedziałem, że muszę maksymalnie rzeźbić z tego, co jest. Próby przesuwania się do przodu trwały mozolnie. Wąska trasa z krzakami i wystającymi gałęziami, w dodatku co chwilę zmieniała kierunek – w lewo, w prawo, w górę i w dół. Czułem się na jakimś roller costerze! Na podbiegu czułem się mocny, czułem przewagę w oddechu. Natomiast, krótkie i ostre zbiegi mnie przerażały.

Nawierzchnia była bardzo niestabilna, a to nie sprzyjało mojej pewności siebie. Starałem się z tym walczyć, ale wiem, że nie mogłem dać z siebie 100%. Kilometry mijały, a ja byłem zdezorientowany. Gdyby nie Garmin, który pokazywał mi kilometraż to zupełnie nie wiedziałbym, na jakim etapie jesteśmy. Tak jak na profilu biegu widać wyraźnie, gdzie jest podbieg lub zbieg to w rzeczywistości miało się wrażenie, że trasa co chwilę zmienia kierunek.

Na pierwszym punkcie odżywczym szybko wymieniliśmy się z Maćkiem bidonami. Na kolejnych musiałem radzić sobie sam, bo nie była dozwolona pomoc zewnętrzna. Temperatura wzrosła, a ja ze swoim jednym bidonem czułem, że się odwadniam. Musiałem zrobić kilkusekundowe postoje na dolewkę. To było dobre rozwiązanie - lepiej stracić kilka sekund na nalewanie, niż biec z dodatkowym pełnym bidonem.


Trailowe Mistrzostwa Świata 2019, autor: Pedro Trindade

Nim się zastanowiłem byłem już na ostatnich 5 km trasy. Tempo wzrosło, rywale coraz bardziej przyspieszali z chęcią na finiszowanie. Mi też wzrosła ochota na bieg, zrobiło się szerzej, było więcej miejsca na wyprzedzanie i na równy bieg. Starałem się maksymalnie podkręcać tempo! Trzymałem się wraz z Czechem od dobrych paru kilometrów. Mijaliśmy kolejnych zawodników. Gdy zrobiło się równo w dół uciekłem mu. Na ostatni kilometrze spróbowałem gonić zawodnika z Peru, który jakiś czas temu mnie minął. Nie udało mi się, ale w tej pogoni wyprzedziłem jeszcze kilku innych zawodników.

Taki mamy poziom!

Dobiegłem do mety na 42. miejscu. W głowie trochę zaskoczony, ale w pozytywnym aspekcie. Wiele osób pyta mnie, dlaczego w zeszłym roku byłem 21. a teraz 42. A no taki mamy poziom! Bardzo się z tego cieszę. Czuję, że mój bieg był dobry. Biegłem bardzo równo od startu do mety, bez kryzysu. Była oczywiście walka i dociskanie tempa, ale nie miałem chwili zwątpienia. Jedyne, co mógłbym poprawić to lepsze ustawienie się na staracie i dokładniejszy rekonesans trasy. To dobra lekcja na przyszłość. Z tego biegu wyciągnąłem wszystko co najlepsze, do domu przywiozłem worek pamiątek i pozytywnych wspomnień!

Na koniec chciałbym podziękować wszystkim zawodnikom i kibicom z Polski. Wasza obecność i wsparcie są nieocenione!

Kamil Leśniak – 26 lat, miłośnik biegów ultra trail, medalista mistrzostw Polski w długodystansowym biegu górskim, wielokrotny reprezentant Polski podczas mistrzostw świata w trailu. Rekordy życiowe: 10 km - 32:47, półmaraton - 1:10:56, maraton - 2:29:34. Członek Salco Garmin Team. Ambasador marki odzieży kompresyjnej ROYAL BAY



Komentarze czytelników - brakskomentuj materiał



Serwis internetowy EUROCALENDAR.INFO
post@eurocalendar.info, tel.kom.: 0512362174
Zalecana rozdzielczosc: 1024x768