redakcja | kontakt | prenumerata | reklama | Jestes niezalogowany  |  ZALOGUJ  

AKTUALNOSCI
ARTYKUŁY
BLOGI
ENCYKLOPEDIA
FORUM
GALERIA
KALENDARZ
KONKURSY
LINKI
RANKING
SYLWETKI
WYNIKI
ZDJĘCIA
Wojtek G
Wojciech Gruszczyński
Bełchatów
Klub

Ostatnio zalogowany
2019-05-22,20:34
Przeczytano: 5458/21717 razy

 ARTYKUŁ 
Srednia ocen:9.5/2

Twoja ocena:brak


Półmaraton Rudawa 2007
Autor: Wojtek Gruszczyński
Data : 2007-06-12

Bardzo często się zdarza, że pod czyimś komentarzem z jakiejś imprezy biegowej, nawet tym pozytywnym, ktoś potem dodaje swój, króciutki o następującej treści: "nic dodać nic ująć"... Myślę, że w przypadku Półmaratonu Jurajskiego w Rudawie taka recenzja to za mało. Przynajmniej dla mnie.

Mam nieodpartą ochotę pokuszenia się o komentarz na pograniczu artykułu. Przygotowany jestem do tego należycie, gdyż miasteczko namiotowe i całe jego zaplecze rosło na moich oczach. Byłem pierwszym który pojawił się w Rudawie. Kiedyś pisałem o moich przygotowaniach do zorganizowania maratonu w Bełchatowie. Pisałem o tym jak od kuchni podglądałem przygotowania innych organizatorów. Do Rudawy śmiało można przyjeżdżać po instruktaż. Ale od początku...

Piątek skoro świt (5:30) wyruszam w szeroki świat, znaczy na południe Polski. Specjalnie uciekam z domu wcześniej bo z nocnej zmiany wraca żona i jeszcze zleci mi jakieś dodatkowe zadania do wykonania, a ja przed poważnym biegiem w górach muszę się oszczędzać. Przecież do Rudawy już ciągnie prawie połowa polskich biegaczy. Będzie się z kim ścigać. Na drogę nie biorę nic do zjedzenia przed biegiem. Czy to makaron, czy ryż w tym upale trudno było by dowieźć do celu. A przecież czeka nas wieczorem uczta. Pasta-party to się poje...



Rys.2 - start do biegu robił ORGOMNE wrażenie !!!



Tu się przeliczyłem bo kluski owszem dostałem, ale bez sosu i na surowo. Ale to nic bo na noc zaliczyłem dwie kiełbaski i karkóweczkę, popiłem trzema piwami, czym wzbudziłem zdziwienie kolegów "wegetarian", którzy mimo upału coś ze słoików przywiezionych przez siebie jedli. Nawet jeden kolega z Łodzi udzielił mi instruktażu co zrobić by węglowodany organizm szybciej przyswoił. On popija to jakimś tam octem. Co dziwne ja mięsożerny oni dietetycy i przegrałem z nimi (był drugi - sąsiad z namiotu obok) tylko o dwie i jedną minutę...

Ale odbiegamy od tematu. Przez Częstochowę, Olkusz, Lgotę i Krzeszowice dotarłem o tablicy kierunkowskazu - RUDAWA 2 km. No to jedziemy dalej szukać biura zawodów. Z rozpędu wtoczyłem samochód na górkę, gdzie oczom moim ukazał się jakiś mały jakby ryneczek. Wychodzącego ze sklepu gościa pytam o słynny w całej Polsce bieg, ale pan nic o nim nie wie. Zaprasza do swojego samochodu by popatrzeć w miejscowej gazecie, czy takie coś się odbędzie. W rubryce sportowej znalazł to czego ja szukam, jednak nijak nie mógł mnie pokierować dalej.

Dopiero, gdy wymienił słowo Mosur to ja uchwyciłem się tego słowa i byliśmy w domu. Kazał mi się cofnąć i za ul. Kolejową skręcić w lewo i szukać stadionu. Stadion znalazłem, ale dalej żadnej strzałki naprowadzającej. Godz. 8:00

Na stacji paliw pytam gościa gdzie tu ma być bieg? Wzrusza ramionami, ale mówi stoi tu jakaś scena tam na łące jest jakiś namiot, to chyba tu. Niech pan wjedzie tam do środka to się pan spyta. Wjechałem, ale z zewnątrz jeszcze nic nie zapowiadało, że jestem u celu podróży. Wchodzę po schodkach do jakiegoś korytarza. Widzę podium, na posadzce różne tablice informacyjne o tematyce biegowej więc uświadamiam sobie, że to tu. Jakiś przechodzący jegomość informuje mnie biuro czynne od godz. 12:00. Potwierdzam mu, że ja o tym wiem tylko chciałem sprawdzić lokalizację zawodów...

Zabieram samochód w cień na drugą stronę łąki. Z łąki piękny widok olesionej góry. Wyciągam z bagażnika leżak i koc. Do tego ołówek i krzyżówki. Słoneczko grzeje nieźle to zahartujemy ciało od gorąca i przy okazji się poopalamy.



Rys.3 - czołówka na trasie - nr 1000 zwycięzca M.Miereczko



Pojawia się pierwszy wolontariusz. Młody chłopak w pojedynkę rozstawia stoły i ławki dla nas przybyszów. Pytam - co sam się męczysz? On odpowiada. Widzi pan mieli być już inni do pomocy, ale ich jeszcze niema. W tym czasie podjeżdża na lawecie gwóźdź programu PEUGEOT – 206. Kierowca przez telefon pyta gdzie go ma zostawić, a ja obchodzę czerwone cacko w około i zastanawiam, kto może nim jutro odjechać?. Zbyhoo zapowiedział ,że to właśnie jego numer 777 zostanie wylosowany. Samochód na razie ląduje na dziedzińcu firmy MOSUR, a ja idę na leżak.

Pojawiają się posiłki dla samotnego wolontariusza. Podzieleni na grupy młodzi ludzie rozstawiają różnych rozmiarów namioty. Dwóch panów dowodzi, gdzie, co trzeba ustawić. Pojawia się też w krótkich dżinsach i klapkach ładnie opalona pani, która dogląda jak postępują prace? Ja w tym czasie wyleguję się na kocu, ale odkąd pojawiła się ta pani jakoś rozwiązywanie krzyżówek przychodzi mi jakby trudniej. Jedno oko zamiast patrzeć na kratki w krzyżówce coś ucieka jakby lekko w bok. By się nie rozpraszać, leżak odwracam plecami do wydarzeń...

Naraz słyszę warkot ciężkiego samochodu. Na łąkę wjeżdża ciężarowy samochód wojskowy. Ze skrzyni zeskakuje pluton żołnierzy z kanapkami w dłoniach. Dowodzi podchorąży. Wojsko rozbiera się do pasa, chowa kanapki i bluzy pod namiot i ochoczo bierze się do rozkładania namiotów do spania oczywiście dla nas.

Główna scena stoi już chyba od czwartku. Podczas, gdy ludzie w pocie czoła pracują, by nam umilić pobyt, to ja odpoczywam gdzieś do godziny pierwszej. Przypominam sobie, że można już pobierać numery startowe. Idę na dziedziniec biura. Już wszystko na swoim miejscu. Regulamin i informacje o biegu. Oznaczenie biura także. W holu Admin rozkłada swoje materiały promujące Katorżnika. A pan Skarżyński zwierza mi się ze spostrzeżeń po objeździe trasy półmaratonu.



Rys.4 - Basieczka - biegnący anioł



Przy stoliku zapisów pan Zbyhoo chucha swój numer startowy. To właśnie na te trzy siódemki ma paść jutro główna wygrana. Pobieram swój nr 222 odwracam do góry nogami i mówię do Zbyhoo, ja też mam trzy siódemki i nawet nie chucham. Wychodzimy z biura razem i siadamy przy stołach. Słońce ładnie grzeje. Wszyscy bez koszul. Żołnierze pracują dalej ofiarnie. Dwanaście namiotów już stoi. Idę do samochodu po torbę. Można się kwaterować. Przy samochodzie stwierdzam brak dowodu osobistego. Idę z powrotem do biura.

W tym czasie pod scenę główną podjeżdża SOPOT. To Wittowie. Witam się z nimi i dostrzegam swój dowód osobisty leżący beztrosko na stoliku, przy którym niedawno siedziałem. Grażynka z Heniem idą do biura, ja do namiotu obok którego już krąży młody człowiek z plecakiem. Walę prosto z mostu, a ty skąd? Z Poznania pada odpowiedź. A to Maniac mówię, a on zaprzecza. Gdzieś ty się uchował, że z Poznania, a nie Maniac? Arti do zagospodarowania chłopak!!!

To jest nas w namiocie dwóch. Za chwilę podjeżdża samochód. To Tychy. Lądują w naszym namiocie. Wychodzę przed namiot. Na końcu łąki pod krzaczkami swój mały namiocik rozbijają przedstawiciele z Wałcza. W namiocie po prawej Warszawa i nestorzy z Hajnówki. Po lewej Kalisz i wiele nowych twarzy. Czas na kolację i piwko. Na scenie instaluje się zespół muzyczny. Zaraz będzie czadu. Z głośników słychać informację pasta-party dzisiaj na sucho, albo kluski trzeba zalać piwkiem. Trudna rada została wspomniana kiełbasa i karkówka.

Do stolika dosiada się Bogdan Leśniowski z Knurowa. Mówi, że przyjechał pobiegać i przy okazji wpadnie tu do miejscowości obok, do teściowej. Proponuje mi nocleg. Ja mu na to, moja rodzina to jest tu w namiocie wojskowym. Omówiliśmy sprawy związane z maratonem w Chicago. Po obfitej kolacji trzeba się przebiec by się wszystko w żołądku jakoś ułożyło i procentowało na drugi dzień. Nie jestem fanem gitar dlatego poszedłem wcześniej spać.

Poranek przepiękny. Dojeżdżają nowi. Parking na łące szybko się zapełnia. Służby organizacyjne pracują pełną parą. Bieganina, krzątanina organizatorów. Tylko biegacze wyłażą leniwie z namiotów i samochodów. Słychać tylko wzdychania, oj będzie ciężko. Gorąco i w dodatku pod górkę dodaję. Poranna toaleta to sama przyjemność. Krany z rynienkami na dworze. Zimna woda. Obok czajniki do gotowania wody. Przypominają mi się kolonie, obozy harcerskie. Ale skarpet nie będę prał. Tu nie ma harcmistrza to mnie nie zmusi, a w domu czeka żona to wypierze :-)



Rys.5 - radość z dotarcia na metę - do zobaczenia za rok !



Po porannej toalecie trzeba wypić kawkę. Ale nie mam co zjeść. Kolega z namiotu z litości odstępuje mi jednego banana. W międzyczasie spotykam słynnego Matrixa z Wrocławia. Jak zwykle narzeka na jakieś przeszkody w czasie jazdy. Podobno dotarli na pole namiotowe po północy. Ale zapowiada walkę na trasie mimo nie wyspania się.

Z kolegą z Łodzi z łąki idziemy spokojnie dopić kawę przy stole obok sceny. Dopiero teraz widać jaka śmietanka biegowa ściągnęła do Rudawy. I tu nie chodzi o czołówkę. Już mnie zaczęła boleć szyja od ciągłego odwzajemniania pozdrowień. Serce się raduje. Każdy ma dobre słowo dla współrozmówcy. Atmosfera i ciepłe przyjęcie przez gospodarzy procentuje. Przenika wszystkich. Emanuje potem jeszcze podczas walki na trasie. Radosne bieganie. Wszyscy wspierają wszystkich. Co za przepiękne obrazki. Ludzie gęstym wężykiem sapiąc, wspinają się pod górę a wyprzedzający wspierają dobrym słowem wyprzedzanych. Na zbiegach nieraz to się odwraca, a następnej górce znów powtarza. Ja na starcie staję po kawie i po zjedzeniu jednego banana.

Do którego kilometra starczy paliwa zastanawiam się? Początek z górki, ale z powrotem będzie pod. Od 17km do 19 km będzie chwila prawdy. Trzeba pomyśleć by zostawić trochę sił na ten odcinek. Postanawiam na zbiegach nie szaleć co robią koledzy z mojego przedziału. Jestem spokojny. W duchu mówię sobie poczekamy, zobaczymy koledzy co z Wami będzie na 17 km. I jak przewidziałem. Tam doszedł mnie Damek z kolegą, a ja rozprawiłem się z większą grupą moich rywali z mojej półki. Szkoda tylko, że nie dogoniłem Artura Bulki z Krakowa i kolegi z Łodzi. Ale byli blisko w zasięgu ręki. W przyszłym roku rewanż.



Rys.1 - z numerem 222 autor artykułu - Wojtek Gruszczyński



Czas 1:44:25 miejsce 404 całkowicie mnie zadowala. Biegi przełajowe i w górach mi nie leżą. Ale ten w Rudawie owszem podoba mi się. Do tego atmosfera i miejsce, gdzie się odbywa, przyciąga. Dekoracje i zakończenie przeprowadzone sprawnie chociaż, samo losowanie panie Bukowczan przeprowadzane spontanicznie, ale nie do końca przemyślane. Główną nagrodę losował nauczyciel z Bełchatowa, który też brał udział w biegu. Do stojącego obok mnie Krzyśka Gabrysza z Gliwic powiedziałem: a co by się stało, gdyby wylosował teraz mnie też z Bełchatowa, albo co gorsza siebie? Dopiero by się działo, że losowanie ukartowane - widział swoje nazwisko to wyciągnął itp. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło i niech bryczka młodemu koledze służy.

Kończąc dodam, że prawie wszyscy wyjeżdżający z którymi się żegnałem deklarowali spotkać się tu ze mną za rok. Zobaczymy? To chyba wyzwanie dla miejscowych Władz a i może firma AZMOT za rok też potrząśnie kasą i podrzuci pod scenę jakieś /czento- czento/?

Po naszym pierwszym maratonie w Bełchatowie red. Zbigniew Kluska z Konina pokusił się w rankingu o ocenę naszego maratonu. Chyba nie będzie miał nic przeciwko temu, że posłużę się przy ocenie Rudawy kilkoma zdaniami wyjętymi z jego wypowiedzi...

A więc panie Bukowczan :

TO CZEGO JUŻ DOKONALIŚCIE JEST W OBECNYCH CZASACH CUDEM. NALEŻĄ SIĘ WAM SŁOWA UZNANIA I MA PAN TO SZCZEŚCIE ŻE, WOKÓŁ SIEBIE POSIADA LUDZI ROZUMIEJĄCYCH SPORT, CO W WIĘKSZOŚCI MIASTACH JEST TO TYLKO IMPROWIZACJĄ. NIECH WIELU UCZY SIĘ TAKIEJ ORGANIZACJI I POSZANOWANIA WSZYSTKICH UCZESTNIKÓW. BRAWO ORGANIZATORZY Z RUDAWY... ZA SZACUNEK DLA BIEGOWEJ BRACI... TYLKO POZAZDROŚCIĆ... OBY NA KOLEJNYM BIEGU BYŁO RÓWNIE SYMPATYCZNIE, A ZAMIERZAMY PRZYBYĆ CO NAJMNIEJ W TAKIM KOMPLECIE JAK W TYM ROKU...

POZDRAWIAMY SPORTOWO... Czerwony Kapelusz



Komentarze czytelników - 926podyskutuj o tym 
 

Autor: Le¶ny, 2007-08-17, 22:58 napisał/-a:
No to jesteśmy Joorawood!

 

ciutek

Autor: ciutek, 2007-08-21, 14:34 napisał/-a:
To ja film oczywiście zamawiam, będzie mi przypominał te piękne chwile spędzone w Rudawie :)))
A w klubie to znaczy gdzie?(chodzi o odbiór osobisty)

 

Andrzej Bukowczan

Autor: Andrzej Bukowczan, 2007-08-22, 06:07 napisał/-a:
Rudawa ul.Legionów Polskich 30, tel. 283-96-72. Zapraszam.

 

Zbyhoo

Autor: Zbyhoo, 2007-08-22, 12:21 napisał/-a:
I ja zamawiam filmik.

 

Andrzej Bukowczan

Autor: Andrzej Bukowczan, 2007-08-25, 11:03 napisał/-a:
Zbyszku podaj adres do korespondencji na mój adres mailowy i wysyłamy, przypominam koszt przesyłki opłacasz sam. Pozdrowienia. Nie liczę , że będziesz na biegu w Dolinie 23 września bo dla Ciebie to kawał drogi. Ale serdecznie zapraszam. spectrum@spectrum.krakow.pl

 

ciutek

Autor: ciutek, 2007-09-02, 21:33 napisał/-a:
A w jakich godzinach do Rudawy najlepiej podjechać w sprawie tego filmiku? Mógłbym w tym tygodniu na rowerek wsiąść i kiedyś tam się zjawić, w tych pięknych jurajskich okolicach :)

 

ciutek

Autor: ciutek, 2007-09-23, 21:40 napisał/-a:
No i w okolicach Rudawy byłem, Andrzeja spotkałem, ale dopiero w namiocie piwnym pomyślałem o tym, że mogłem o płytkę poprosić, choć pewnie w tych gorących dniach było wiele innych spraw na głowie, a płytka jak czekała, to i jeszcze trochę poczekać może ;)

 

Andrzej Bukowczan

Autor: Andrzej Bukowczan, 2007-10-20, 18:16 napisał/-a:
Organizatorzy III Jurajskiego Półmaratonu dziękują serdecznie wszystkim biegaczom, którzy głosowali na nasz bieg, a także redakcji "Maratonów Polskich" i Wielce Szanownej Kapitule, za przyznanie nam po raz drugi prestiżowego i wielce zobowiązującego tytułu "Złoty Bieg 2007". Postaramy się w przyszłym roku niedociągnięcia usunąć i utrzymać poziom. Zapraszamy 15 czerwca 2008r. do Rudawy. To już tylko 239 dni.

 

TREBORUS

Autor: TREBORUS, 2007-10-20, 20:30 napisał/-a:
Obowiązkowo!
Gratki za wyróżnienie. Już się zapisałem i nie mogę się doczekać.
Podkarpacie pozdrawia Jure:))

 

Grażyna W.

Autor: Grażyna W., 2007-10-21, 19:32 napisał/-a:
Przyłączam się do gratulacji :-)My też już zapisani i czekamy z niecierpliwością.
Pozdrawiam znad morza.

 




Serwis internetowy EUROCALENDAR.INFO
post@eurocalendar.info, tel.kom.: 0512362174
Zalecana rozdzielczosc: 1024x768